001 (437)c

„Rowerem to się jezdzi a nie go wozi” – czyli Z rowerem na wakacje.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Czas wakacji to czas wycieczek i wyjazdów. Planujesz, organizujesz, pakujesz wszystko i w drogę po powrocie nic tylko pochwalić się zdjeciami i opalenizną. Ale czy zawsze wszystko idzie tak łatwo? Jak dojechać z rowerem na miejsce lub wrócić?
Rower jest świetnym środkiem transportu, alternatywą dla pieszych wycieczek. Możemy się dostać praktycznie wszedzie tam gdzie piechotą ale nieco szybciej. Dodatkowo dzięki sakwom nie trzeba dźwigać plecaka na własnych barkach. Ale nie każdy ma tyle czasu i siły żeby dojechać na drugi koniec kraju czy nawet miasta rowerem więc co z przewozem sprzętu w komunikacji publicznej? Na papierze wygląda to bardzo ładnie bo praktycznie każdy przewoźnik dopuszcza możliwość przewozu sprzetu sportowego, w tym rowerów. Lecz najczęściej jest to obostrzone pewnymi dodatkowymi wymogami które muszą być spełnione. Komunikacja miejska (na przykładzie Wrocławia): w nowszych tramwajach są specjalne miejsca na rowery ale w godzinach szczytu można zapomnieć o wejściu z rowerem do komunikacji i jest to poparte regulaminem w którym możemy przeczytac że rower można przewieźć w miarę dostępności bezpiecznego miejsca do przewozu naszego jednośladu. Sam kiedyś byłem w sytuacji w której późnym wieczorem wsiadłem do atobusu z rowerem, już nie pamiętam w czym był problem dziurawa dętka, deszcz w zasadzie nie ważne, kierowca powiedział że mnie nie zabierze. Praktycznie pusty autobus a on powiedział że jak nie wysiąde to on dalej nie pojedzie.. i co zrobić?

PKP, tak ogólnie choć oczywiście są różne spółki z różnymi regulaminami, podejsciem itp. O ile pociag ma przedział rowerowy lub tzw dla podrożnych z wiekszym bagażem problem jest mniejszy. Prawdziwy problem zaczyna się gdy takiego udogodnienia nie ma… Kupujesz bilet, nie ważne czy w kasie czy przez internet więc myślisz sobie wsiądę i pojadę. Nic bardziej mylnego. W pociągu bez przedziału rowerowego mieści się 4 rowery, na kilkuset jadących. Gdy nie ma dedykowanego przedziału rowery umieszcza się w pierwszym lub ostatnim wagonie przy pierwszych lub ostatnich drzwiach i aby zachować przepustowość mieszczą się po dwa rowery odpowiednio na końcu i początku składu. Konduktor ma prawo Cię nie wpuścić jeśli nie ma bezpiecznego miejsca do przewozu roweru nawet jeśli posiadasz bilet na przejazd i przewóz jednośladu zakupiony wczesniej. Mniejszy problem jeśli dopiero jedziesz na wycieczkę a co gdy planowałeś w ten sposób wrócić do domu??

Kolej na Węgrzech wspominam bardzo dobrze. Jest tanio – dwie osoby i dwa rowery za około 30zł. Jakość usługi jest wysoka, pociąg był dobrze utrzymany, wygodne fotele itp. bardzo miła pani z obsługi na peronie wskazała nam miejsce i pomogła włożyć rowery do wagonu. Na poniższych zdjęciach druga klasa pociągu osobowego.

001 (373) 001 (372)

Na koniec zostawiłem PolskiBus.com.. oczywiście z pozoru jest dobrze(cytat z regulaminu):

§4 Bagaż
4.1  Pasażer ma prawo zabrać ze sobą nieodpłatnie maksymalnie 2 sztuki Bagażu:
a) jedną sztukę Bagażu o wadze do 20 kg, przewożonego w luku bagażowym (dalej: „Bagaż podstawowy”),
b) jedną sztukę małego Bagażu w wymiarach pozwalających na swobodne umieszczenie bagażu pod siedzeniem lub na półce znajdującej się nad siedzeniem Pasażera (rozmiary bagażu nie powinny utrudniać swobody podróży pozostałym pasażerom) (dalej: „Bagaż podręczny”),
c) dodatkowo dozwolony jest przewóz sprzętu sportowego (narty, rower, snowboard, itp.) pod warunkiem umieszczenia go w odpowiednim opakowaniu oraz w zależności od dostępnego miejsca w luku bagażowym.

Jak to wygląda na prawdę? Bilet kupiliśmy tydzień przed wyjazdem a w zasadzie powrotem. Wcześniej na stronie sprawdziliśmy czy można zabrać rower ze sobą, niby można.. tylko co z tym odpowiednim opakowaniem? Przecież nikt chyba nie oczekuje że jadąc na wycieczkę czy jakąś dłuższą wyprawę (my dwa tygodnie jeździliśmy po Europie) będę woził ze sobą karton na rower? Byłby to w takim przypadku kompletnie martwy przepis a skorzystać z niego można by było chyba tylko w przypadku przewozu roweru z miejsca zamieszkania na studia itp? W dniu wyjazdu byliśmy nieco wcześniej. Rozmontowaliśmy koła, zabezpieczyliśmy mechanizmy folią (z worków na śmieci) i taśmą klejącą żeby nic nie pobrudzić. Takie „odpowoednie” opakowanie wydawało się w świetle tego o czym pisałem kilka zdań wyżej najbardziej logiczne i zupełnie wystarczające. Autokar prawie pusty na peronie zaledwie kilka osób, specjalnie wybraliśmy kurs w tygodniu – mniej ludzi i taniej. Podchodzę do kierowcy który już zaczął ładować bagaże i mówię że my do Katowic z dwoma rowerami. Bez chwili zawachania nawet nie odwracając się żeby zobaczyć czy i jak rowery są spakowane odpowiedział że on nie zabiera rowerów. Więc grzecznie pytam dlaczego że przecież można?
Kierowca: A kto powiedział że można?
Ja: w regulaminie na stronie jest…
K: W jakim regulaminie? Pracuje w firmie od poczatku i nic tam takiego nie ma. Jak pokażesz mi gdzie jest tak napisane to zabierzemy rowery.
J: Nie ma problemu – przecież dopiero co sprawdzałem regulamin – ma Pan regulamin w busie?
K: Na szybie jest naklejony – Spojrzał na mnie jakby o nie wiadomo co poprosił.
Więc idę do środka, drugi kierowca pyta w czym problem wiec od początku tłumaczę, że rowery itp itd. Drugi kierowca starszy, milszy, bardziej profesjonalny, nie bez oporu ale stwierdził że mogą zabrać bo autokar dziś pusty ale zaczęło się wyliczanie „a co by było gdyby był pełny? A co by było gdyby miał mniejsze luki bagażowe? A co my to bagażówka? A co by było gdyby” itp itd.. a bo oni w tym tygodniu to już iluś tam zostawili rowerzystów i oni musieli pedałować do domu, na twarzach kierowców pojawiły się szydercze uśmiechy i od jednego z nich padło tytułowe zdanie „bo na rowerach to się jeździ a nie je wozi„. Za plecami usłyszałem jak któryś z pasażerów, nie wiem czy do mnie, ale wchodząc powiedział że kierowce coś ugryzło albo ma gorszy dzień, więc to nie tylko z naszymi rowerami miał jakieś problemy.

W między czasie pojawił się lokalny „bagażowy”, młody chłopak z uśmiechem na twarzy wydał nam, konkretnie mojej dziewczynie, która została na zewnątrz pilnować sprzętu, kwity na bagaż i rowery. Widząc to młodszy kierowca wyrwał mu kwity i wrzucił je do łuków krzycząc coś na niego. Młody spytał „o co chodzi przecież tylko okleja” łamaną polszczyzną. Kierowca odwrócił sie i gdzieś zniknął, nie wiadomo czy iść z nim czy co? Okazało się że otworzył luki z drugiej strony.. całe puste. Wcisnął bym tam ze 30 rowerów i to bez żadnego demontażu więc nie rozumiem o cały tan krzyk. Usłyszeliśmy jeszcze kilka uwag o tym że rowery są źle zabezpieczone. Że jak już tak się regulaminu czepiamy to że bagaż pewnie cięższy niż 20kg i ogólnie pod adresem rowerzystów… Na koniec jak już wchodziliśmy na górę zająć miejsca to jeszcze któryś powiedział żeby przekazać kolegom że polskimbusem rowerów się nie wozi. Gdy siedzieliśmy na górze słyszeliśmy zagożałą dyskusje jacy to rowerzusci są bezczelni próbując jechać z nimi, że regulaminu się zachciało itp itd. Najgorsze jest to że mam świadomość iż ja z takim podejściem, słownictwem i nastawieniem do klienta i współpracownika wyleciałbym z roboty na zbity pysk. W dodatku zdaje sobie sprawę że tak skończyło by się to w każdej firmie z którą miałem okazję w życiu współpracować a tu taki siedzi kilka lat – jak to sam określił „od poczatku” i pastwi sie nad ludźmi bo nie pokłócisz się z takim bo on ma przecież „władzę” jak sami określili: „odmówimy wam i nic się nie stanie”. Nic się nie stanie że rodak, klient zostanie w obcym kraju kilkaset kilometrów od domu? Możliwe że bez jakiejś konkretnej alternatywy na powrót? Niestety już któryś raz przekonałem się że na Polaku łatwo się przejechać.

Jak się niestety okazuje nie jest łatwo. Może wyjść tak że cały miły i przyjemny wyjazd zakończy się dużymi problemami z powrotem do domu. Tak więc jeśli nie macie pewności zostawcie sobie jakieś opcje awaryjne.

Jakie są wasze doświadczenia z polskimi i zagranicznymi przewoźnikami?

Pozdraviam
Andrzej